Spełniło się.

Tyle miejsc na świecie już widziałam, ale Hawaje są ze mną do dzisiaj. Kiedy zamykam oczy widzę dokładnie miejsca, w których byłam, czuję szum oceanu, zapach kwiatów i złoty piasek pod nogami. Widok palm, gór powulkanicznych, zwanych “Schodami do nieba”, gdzie lawa utworzyła przepiękne kształty w postaci schodów i nieskończoność fal oceanu są już na zawsze głęboko w moim sercu, tak jak miejsca mocy na Kauai czy Big Island. Zamykam oczy, widzę, czuję i słyszę te moje Hawaje. Tak jakbym przez tą krótką chwilę była tam naprawdę. Może to dzięki słońcu, które tam świeci jakoś inaczej, czy też samej energii tej cudnej ziemi, zwanej Ziemskim Rajem?

 

Hawaje mają wyjątkową energię. To magia ziemi wulkanicznej, oceanu, ale i całej niezwykłej historii Hawajów. Pierwotna wiedza hawajskiej kultury była przekazywana ustnie przez Kahunów, czyli kapłanów i strażników tej tajemnej wiedzy. (Kahuna – czyli ten, który strzeże tajemnicy). Kahun poprzez słowa pieśni opowiadał filozofię życia na wyspie, stąd do dzisiaj przetrwał hawajski taniec Hula, a Kumulipo jest nazywana starożytną hawajską pieśnią stworzenia. Kahuni dostawali z nieba swoje dary i tak byli kahuni od polowań, budowania łodzi, czy od najcenniejszego uzdrawiania. Istotą hawajskiej filozofii było „lokahi”, czyli jedność, “po” – ta prawdziwa rzeczywistość i „pono” – harmonia ze wszystkim, co istnieje, czyli połączenie z całym kosmosem. Według ich wierzeń absolutnie wszystko zrodziło się ze związku ojca w niebie Wakea oraz ziemskiej matki Papa. Dlatego też wszystko, co istnieje od człowieka po najmniejsze źdźbło trawy ma swoją świadomość, duszę i zdolność kontaktowania się ze sobą nawzajem.

Według legend Hawajczycy byli potomkami mieszkańców Plejad, którzy przybyli na Ziemię przed wieloma tysiącami lat i osiedlili się na wielkiej wyspie Oceanu Spokojnego, która nazywała się niegdyś Mu. Hawajczycy od zawsze opierali swoje wierzenia na harmonii pomiędzy bogami, ludźmi i ziemią. Jedno nie mogło istnieć bez drugiego. Ścisły związek między ludźmi, a karmiącą Ziemią Matką, nazywany jest tu “aloha ‘aina” czyli po prostu “miłość do ziemi”. I nawet Amerykanie nie zdołali tego zmienić, choć ich wpływy są tu znaczne. Podnieśli ceny, na kilkadziesiąt lat nawet wycofali ze szkół język hawajski, wprowadzili na rynek wszechobecne amerykańskie potrawy i zwyczaje swojego ziemskiego show – biznesu. Chcieli całkowicie odciąć hawajską kulturę, ale zrozumieli na szczęście i paradoksalnie, że to również może stać się częścią ich tak zwanego show – biznesu. I tak właśnie się stało. Amerykańskie Waiiki na Oaho to właśnie centrum amerykańskiego show’u, a mimo to mają w sobie ten niezapomniany urok hawajskiego klimatu.

Sam klimat Hawajów jest niesamowity, ludzie uśmiechnięci i spokojni, ekspedientki w sklepach nadzwyczaj cierpliwe i oczywiście uśmiechnięte, słychać hawajską muzykę w tle, a przy odrobinie szczęścia można trafić na tańce przy muzyce i śpiewie rdzennych hawajskich muzyków i tancerzy. I nawet na Waikiki panuje ten nieziemski spokój, co jest bardzo charakterystyczne dla całych Hawajów. Na Hawajach bowiem nikt się nie spieszy, nie ma takiej potrzeby. Wszyscy płynął z prądem, idą z wiatrem, są w tej jednej cudownej chwili i uśmiechają się do siebie i napotkanych osób mówiąc to słynne hawajskie “Aloha!”. Bo “Aloha” znaczy miłość, jedność ze wszystkimi i wszystkim w stanie radości, to pozdrowienie i powitanie drugiej osoby z przestrzeni serca w byciu tej jedynej i niepowtarzalnej chwili Tu i Teraz.

    Aloha!

 

Najbardziej niezależna od wszelkich wpływów z zewnątrz, prawdziwie dziewicza, zielona wyspa Kauai zrobiła na mnie największe wrażenie, ponieważ odnalazłam tam cząstkę siebie. Król Hawajów Kamehameha chciał zjednoczyć wszystkie wyspy archipelagu, w tym też oczywiście Kauai. W wyniku jednak niezwykle silnych prądów nie udało mu się. Ocean pochłonął prawie całą flotę Kamehamehy. Kauai nigdy nie zostało podbite i król Kauai, Kaumauali’i został nadal władcą wyspy.

Ciekawa jest też jej legenda, która głosi, że na niebiańskich obłokach mieszkał najpotężniejszy hawajski bóg – Kane, pan lądów, życia i wody. Mieszkał on, jak i inni liczni bogowie w niebie, na płynących cumulusach. Od niego i od tych innych jeszcze bogów, w których Hawajczycy ponoć mocno wierzyli zależało, jaki będzie urodzaj tej ziemi, jakie żywioły zdominują wyspę, i jaki w rezultacie będzie dla nich dostatek. Pierwsi mieszkańcy wierzyli ponoć, że Kauai i Niihau (sąsiednia wyspa) to dzieci bogów, które spadły na ziemię w chwili przyjścia na świat. Może właśnie dlatego wyspa nazywana jest rajskim ogrodem?

Na Kauai spotkałam wyjątkową Hawajkę. Sprzedawała kwiaty i kwiecistą biżuterię z pięknym uśmiechem na ustach. Kwiaty hawajskie pokochałam od pierwszej chwili, więc oczywiście zainteresowałam się i tymi, które tak wspaniale je emitowały. Natomiast wieńce, czyli lei robione z tych cudownych kwiatów (ale i nie tylko, bo często też wykonywanych z liści, muszli, piór, nasion a nawet zębów czy kości zwierząt), od zawsze mają dla Hawajczyków niezwykle doniosłe znaczenie. Dawniej były noszone jako ozdoba, która wyróżniała daną osobę spośród innych, a wodzowie dwóch zwaśnionych rodów ofiarowali je sobie jako symbol zgody. Do dzisiaj są symbolem miłości, przyjaźni i szacunku do drugiej osoby. Wręczając je mówi się “aloha”, a przyjmując “mahalo”, czyli dziękuję. Lei nie wypada odmówić, jak też nie można ich po jakimś czasie wyrzucić. Zgodnie z tradycją należy je odnieść, tam gdzie zebrano, zakopać, spalić, czy oddać wielkiej oceanicznej wodzie lub zasuszyć. Ja powierzyłam swoje lei (z żywych pięknych kwiatów)wielkiej wodzie Oceanu Spokojnego.

  Mahalo! Dziękuję!

Wdzięczności jest dla  Hawajczyków częścią ich duchowej drogi prowadzącej ich do miłości, która nie zna warunków, jest bezinteresowna. Mahalo i Aloha to tak jak Radość i Spokój w sercu. Tak to odczuwałam tam i tak odczuwam to teraz.