Dzień Zmarłych nazwałabym Dniem Budzenia Dusz.
Tyle ludzi w jednym miejscu okazujących miłość i szacunek swoim bliskim, którzy odeszli.
Dziś wszyscy stali się również nadzwyczaj życzliwi i dla tych, co żyją (zauważyłam nawet zwiększoną życzliwość u kierowców, ha, ha!)
Tak silnie poczułam to połączenie dusz, tych, co są już w Niebie z tymi, co są tu na Ziemi. Dzisiaj pochylając się nad moimi bliskim dziękowałam im za to, że byli i zawsze są w moim sercu. To mój ród, moi przodkowie, dzięki którym jestem tu na tej Ziemi. I nawet, jeśli sama Ich wybrałam, to Oni odegrali swoje ziemskie role najlepiej jak mogli. Poczułam też, że czas nie ma znaczenia, że widzę ich, czuję, a nawet czasem słyszę. Oni są ze mną po prostu, jak niegdyś.I coraz częściej odczuwam ich wsparcie.
Kiedy staliśmy rodzinnie przy grobie mojej ukochanej teściowej, podeszła jak Anioł cicho pewna kobieta. Postawiła swój płonący znicz, pomodliła się i nagle zaczęła opowiadać o mojej teściowej cudowne historie. Była jej tak wdzięczna za wszystko, co dla niej zrobiła, za pomoc, jaką jej sobą dawała! Mówiła tak pięknie i tak prosto z serca! Tyle było w tym prawdy o tej Cudownej Istocie, tyle pochwał! Tak się wzruszyłam, że nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa. Mąż i teść również zaniemówili i powiedzieli “tylko” albo “aż” proste i zarazem głębokie: “dziękuję”.